Pies lękliwy

Mania

Rzadko mi się zdarza pisać na temat swoich konsultacji behawioralnych, bo zdaję sobie sprawę, że nie wszystkim chce się o tym czytać (sama raczej unikam czytania takich postów). Tym razem zrobiłam wyjątek, bo przypadek Mani też jest wyjątkowy. Ostrzegam – będzie długo, ale kto dotrwa i przeczyta do końca, przekona się, że nie ma rzeczy niemożliwych

Myślę, ze każdy behawiorysta trafia prędzej czy później na tzw. „przypadek beznadziejny” (w sensie bardzo trudny) – ja na taki trafiłam w połowie marca tego roku. Zadzwonił do mnie Mateusz i zapytał o najbliższy wolny termin konsultacji behawioralnej online, ponieważ wraz ze swoją dziewczyną – Natalią nie mogą sobie poradzić z niedawno przygarniętą suczką. Poniżej wycinek z raportu po pierwszej konsultacji, opisujący problemy Mani.

Mania, to około sześciomiesięczna suczka, która została zabrana przez pracowników fundacji ze stodoły, gdzie przebywała wraz ze swoją matką i rodzeństwem. Jej bracia zostali zabrani wcześniej, natomiast Mania przebywała z matką do 4-5 miesiąca. W tym czasie prawdopodobnie miała sporadyczne kontakty ludźmi lub nie miała ich w ogóle. Przebywała również w skrajnie ubogim środowisku, co spowodowało bardzo poważne braki w socjalizacji, jaką powinien przejść każdy pies do trzeciego miesiąca życia. Po przywiezieniu jej tydzień temu do domu, gdzie obecnie przebywa, suczka unika kontaktu ze swoimi Opiekunami i załatwia się w mieszkaniu na maty. Każda próba nawiązania kontaktu dotykowego ze strony Właścicieli kończy się paniczną ucieczką, a w przypadku braku jej możliwości zamarcie w bezruchu czy drżeniem całego ciała. Mania najczęściej przebywa w sypialni, gdzie pod stolikiem ma zrobione legowisko, a dopiero kiedy Opiekunowie idą spać swobodnie porusza się po pomieszczeniu. Posiłki spożywa w kuchni, ale robi to bardzo nerwowo, rozglądając się czujnie po otoczeniu”.

Nie chciałam straszyć Opiekunów Mani, ale było bardzo źle. Przygarnęli do domu półdzikie zwierzę, które wymagało olbrzymich nakładów cierpliwości i pracy. Przy tak dużych problemach, trzeba wykazać się bardzo dużą rozwagą w rokowaniach, bo tak naprawdę, żaden zoopsycholog nie wie, czy terapia skończy się happy endem oraz czy Właściciele po konsultacji nie podejmą decyzji o oddaniu psa. Na szczęście dla suczki, Natalia i Mateusz oświadczyli, że zdają sobie sprawę z sytuacji i zrobią wszystko, żeby Mania z nimi została. No i zaczęliśmy terapię.

Pierwszym wspólnym ustaleniem było to, że Mani musi dostać leki, bo przy tak panicznym lęku nie będzie w stanie nauczyć się radzić sobie z nowymi sytuacjami. Niestety nawet po podaniu silnego leku uspokajającego Mania w dalszym ciągu bała się wszystkiego – odgłosów dochodzących z ulicy, otwartego okna, które kiedyś trzasnęło podczas przeciągu, nowego legowiska oraz praktycznie każdej nowej rzeczy, która pojawiła się w jej zasięgu. W dalszym ciągu załatwiała się w mieszkaniu, ponieważ o wyjściu z domu nie było mowy. Po każdej wizycie u weterynarza bardzo długo dochodziła do siebie.

Prowadząca Manię Pani weterynarz podjęła decyzję o zwiększeniu dawki leku na uspokojenie. Jako, że dowiedziałam się, że Pani doktor jest również behawiorystą oraz ma doświadczenie w dobieraniu leków stosowanych w zaburzeniach behawioralnych, ani Opiekunowie, ani tym bardziej ja nie sprzeciwialiśmy się tej decyzji.

 Mania na balkonie

Mijały kolejne tygodnie. Niestety poza tym, że Mania zaczęła wychodzić na balkon oraz wieczorem szukała kontaktu z Natalia i Mateuszem (ale na swoich zasadach), nie zmieniło się nic – może poza tym, że suczka poślizgnęła się na macie zaczęła załatwiać się na podłogę. Dawka leków, która innego psa mogłaby zwalić z nóg, na Manię praktycznie nie działała. Po cichu zastanawiałam się, na jak długo wystarczy determinacji Opiekunom Mani.

Na kolejnej konsultacji uzgodniliśmy, że mimo terapii farmakologicznej oraz behawioralnej, postępy są tak małe, że w tym tempie może minąć kilka lat, nim Mania będzie w stanie z własnej woli wyjść na dwór. Opiekunowie Mani poprosili mnie, abym skontaktowała się się z ponownie z Panią weterynarz w celu ustalenia, co robimy dalej. Tak tez zrobiłam. Bardzo szybko dostałam odpowiedź, że możemy dołożyć Mani jeszcze jeden lek, jeżeli oczywiście Opiekunowie suczki i ja się na to zgodzimy. Zgodziliśmy się bardzo skwapliwie, bo wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę, ze dla Mani to być może początek nowego życia a dla Natalii i Mateusza światełko w tunelu.

Mijały kolejne tygodnie i nagle dostałam wiadomość, że Mania wyszła przed domek letniskowy, gdzie przebywała na wakacjach. Łzy wzruszenia stanęły mi w oczach.

Za kilka następnych tygodni, podczas konsultacji dowiedziałam się, że Mania nie dość, że załatwia się już na dworze, obszczekuje inne psy oraz poruszające się obiekty za płotem. Ponadto daje się głaskać przebywającym w tym samym miejscu ludziom – można powiedzieć, że sama szuka z nimi kontaktu. Jedyny problem, jaki pozostał to spacery, ponieważ po przypięciu jej smyczy, nieruchomiała, kuliła się i nie chciała się ruszyć z miejsca.

Ponieważ zbliżał się termin powrotu do domu, gdzie Mania będzie musiała wychodzić na regularne spacery, Opiekunowie podjęli decyzję o stanowczym zapięciu smyczy i skłonieniu Mani do spaceru poza teren ogrodu. I wiecie co? Udało się – Mania zaskoczyła wszystkich, a najbardziej chyba samą siebie : ).

Teraz suczka zachowuje się jak każdy w jej wieku psiak – chętnie wychodzi na spacery, bawi się z innymi psami i Pakuje się do łózka swoich Opiekunów. Myślę, że za niedługo Pani doktor podejmie decyzję o stopniowym zmniejszaniu dawki leków.

Gdyby mnie ktoś pół roku temu zapytał jak skończy się ta historia, prawdopodobnie powiedziałabym, że nie wiem. Może Mania znalazłaby się pod opieką ludzi, którzy nie poradziliby sobie z tak olbrzymim problemem… Może gdyby Opiekunowie trafili do innego weterynarza, nie odważyłby się on na tak duże dawki leków… Może Mania Trafiłaby do jakiegoś schroniska, gdzie prawdopodobnie jej zlęknione serduszko nie wytrzymałoby tak dużego stresu i pękłoby ze strachu…

Na szczęście ta historia kończy się happy endem, a jeszcze bardziej kocham swoją pracę ; -)

3 myśli na temat “Mania

  1. To taka historia, która mi też daje światełko w tunelu. 7 tygodni temu zaadoptowałam roczną (tak oszacowano) suczkę ze schroniska i o ile w domu piesek się cudownie otwiera uwielbia się bawić, przytulać, jest bardzo kontaktowa, o tyle na spacer nie chce wychodzić- ma ogromny lęk przed otwartą przestrzenią. Chodzę z nią na wybiegi dla psów i udało mi się ją zapoznać z kilkoma fajnymi pieskami, z którymi nauczyła się fantastycznie bawić ale poza ogrodzeniem wpada w panikę. Z lęku przed wyjściem na spacer załatwia się w domu lub na klatce schodowej nawet w windzie . Ostatnio dowiedziałam się, że do schroniska trafiła razem z inną suczką, która prawdopodobnie była jej mamą i niestety pieski rozdzielono. Od jakiegoś czasu moja bida tez jest na lekach. Dobrze jest przeczytać, że podobna historia dobrze się skończyła 🙂
    Pozdrawiam!

Dodaj komentarz